LWÓW 2016

Ostatnim w 2016 roku, a zarazem pierwszym w 2017, był wyjazd do Lwowa. Ostatni i pierwszy, gdyż wybraliśmy się tam z moją drugą, lepszą połówką na Sylwestra i Nowy Rok 🙂

Wyjazd organizowaliśmy całkowicie na własną rękę, a pomysł na kierunek przyszedł dość spontanicznie, tak jak sam pomysł by Sylwestra spędzić poza domem. Wszystko zaczęło się na początku listopada i trwało bardzo krótko, bo w 2 dni, mieliśmy już wszystko zorganizowane. Hotel, przejazd oraz co najważniejsze, urlop w pracy 🙂 Jak zapewne wiecie, takie terminy jak 31.12, święta lub ferie, są niesamowicie oblegane przez turystów i wyprzedają się w ekspresowym tempie, często z dużym wyprzedzeniem. To tyczy się nie tylko biur podróży, ale i wszelkiej maści platform internetowych oferujących noclegi oraz prywaciarzy. Dlatego w listopadzie nie mieliśmy już zbytniego wyboru. W szczególności, że nie chcieliśmy wydać za wiele, a wspomniane wyżej terminy też obarczone są zwyżkami cen względem innych okresów roku. Na dobrą sprawę, do wyboru mieliśmy może ze 3 hotele. Z czego 2 zniknęły w przeciągu doby, nim potwierdziliśmy urlopy 😛 Dzięki temu, wybór okazał się niesamowicie prosty! 🙂

Jak dostać się do Lwowa? Jak to zwykle bywa, sposobów jest kilka. Można bawić się w przeloty, ale z Warszawy próżno szukać połączeń bezpośrednich przez co podróż trwa tyle, że lepiej nie brać tego pod uwagę 😛 Najłatwiej to albo wykupić rejsowe autokary (w naszym przypadku, z Warszawy, jest to koszt rzędu 120-140zł/os w dwie strony) albo wybrać koleje. Niektórzy korzystają też z aplikacji BlaBlaCar lub dojeżdżają do granicy, zostawiają auto, przekraczają ją pieszo i korzystają z usług Ukraińców, którzy oferują przejazdy do Lwowa.

Jak w praktyce wygląda podróż autokarem na Ukrainę? Niestety…. Wszystko byłoby łatwe, piękne i przyjemne gdyby nie granica. W końcu Ukraina nie jest w UE ani nie jest w stowarzyszeniu Schengen, więc na granicy są kontrole, które wydawać by się mogło, że trwają w nieskończoność. Kontrolują nas pierw na granicy polskiej, potem na ukraińskiej. W drodze powrotnej to samo, lecz na odwrót. Jadąc na Ukrainę, na granicy straciliśmy 3 godziny, a przed nami były tylko 3 inne autokary. Przejazd mieliśmy nocny, więc strach pomyśleć ile byśmy stali w ciągu dnia. Wracając, staliśmy “tylko” nieco ponad 4 godziny… Wszystko przez to, że na naszej granicy odbywają się bardzo szczegółowe kontrole wliczając w to przekroczenie granicy pieszo ze swoim bagażem, który jest prześwietlany jak na lotnisku. W tym samym czasie autokar jest bardzo dokładnie “czesany” przez Straż Graniczną. Trzeba pamiętać, że do wyjazdu na terytorium Ukrainy potrzebny jest nam paszport.

To chyba tyle, jeśli chodzi o sprawy organizacyjne 🙂 Przejdźmy zatem do konkretów!

Lwów, to siódme miasto Ukrainy jeśli chodzi o populację. W 2015 roku zamieszkiwany  był przez niespełna 800 tysięcy osób, aczkolwiek mówi się tu nawet o milionie. Miasto położone jest nad rzeką Pełtwią na pograniczu Roztocza Wschodniego i Wyżyny Podolskiej. Do granicy z Polską z Lwowa jest około 80 kilometrów. Poniżej znajdziecie mapkę, na której zaprezentowane jest położenie miasta.

RESTAURACJE

Pewnie powinienem zacząć od tego, co dla wielu jest najważniejsze, czyli od zabytków. Od tego gdzie wejść, co zwiedzać, co zobaczyć. Nie mniej jednak, Lwów urzekł nas niesamowicie, nazwijmy to to, od strony gastronomicznej 🙂 Wszakże, wielu z nas wie, że Ukraina przyciąga do siebie turystów nie tylko zabytkami, ale i cenami, które dla nas są bardzo, ale to bardzo atrakcyjnie. Nie wspominając już o turystach z zachodu Europy. Z uwagi na ceny i fakt, że nie mieliśmy wykupionego żadnego wyżywienia do zakwaterowania, musieliśmy niejednokrotnie stołować się na mieście 🙂 . Pod tym kątem Lwów zaskoczył nas bardzo pozytywnie. Oferuje całą masę wspaniałych, czasem nietypowych miejsc, gdzie można coś zjeść, lub wypić coś mocniejszego.

Miłośnicy piwa, których tu pewnie nie brakuje, nie będą mogli przejść obojętnie obok Pravda Beer Theatre. “Pravda” znajduje się obok ratusza miejskiego na rynku, tak więc nie sposób ominąć ten lokal. To co przykuwa uwagę to wielkość tego okazałego przybytku. To 3-poziomowy lokal z podziemiami, co daje nam na prawdę wręcz ogromną przestrzeń, która co ciekawsze, prawie zawsze, niezależnie od pory dnia jest wypełniona po brzegi. Na parterze znajdziecie serce lokalu czyli warzelnię, którą można podziwiać zarówno z górnych poziomów jak i z podziemi. Również na parterze, usytuowany jest zacnie wyposażony sklep z pamiątkami lokalu, w którym znajdziecie m.in: pokale, wafle, otwieracze, magnesy, tablice i tabliczki oraz co najważniejsze, piwa butelkowane. Na górnych poziomach jest część restauracyjna gdzie poza piwem, można zamówić także coś do jedzenia. Jest tam również scena, na której odbywają się liczne koncerty na żywo. W “Pravdzie” można na prawdę miło spędzić czas 🙂 Industrialny wystrój lokalu, bogaty w cegłę i stalowe konstrukcje temu również sprzyja 🙂 Na zdrowie!!

Będąc we Lwowie, musicie koniecznie odwiedzić restaurację o nazwie “Bruderszaft”, która mieści się tuż obok rynku, przy ulicy Ormiańskiej 16. Serwują tam potrawy kuchni galicyjskiej. Sporo pozycji w menu poświęcone jest dziczyźnie (głównie jelenina i sarnina). Ceny jak na lwowskie standardy nie należą do najtańszych, ale gdy porównany je z naszymi, to i tak będziemy zdecydowanie zadowoleni. Porcje może i nie największe ale czego by się tam nie zjadało to zwalało z nóg. Poza browarem “Prawda”, “Bruderszaft” jest jedynym miejscem, w którym gościliśmy więcej niż raz 🙂 Z dziczyzny zdecydowaliśmy się na duszoną sarninę i zwalający z nóg tatar z jeleniny w trochę nowocześniejszej wersji z wasabi i octem balsamicznym. Na deser zaś świeżo pieczony strudel jabłkowy w sosie waniliowym, gdyż Lwów,zaraz po Wiedniu, jest drugą stolicą strudla! 😀 To miejsce musi być obowiązkowym punktem każdej osoby, która chce kulinarnie odkryć Lwów. Było tak pysznie, że pisząc to, ślinka mi cieknie 😛

Wybraliście się do Lwowa, do hotelu bez wyżywienia, w pokojach brak aneksu kuchennego by sobie coś przygotować. Słabo co? Wcale nie! Na takie przypadki jest restauracja “Baczewski” – tak to ta sama marka co ta słynna wódeczka 🙂 Od godziny 8:00 do 11:00 jest możliwość wykupienia śniadania za 80 UAH czyli mniej więcej 12/13 zł. Co za to dostaniecie? Szwedzki stół pełen znakomitości. Do wyboru do koloru. Na ciepło, na zimno. Na słodko, na słono. Nie ma możliwości aby ktoś wyszedł stamtąd i powiedział – ” nic tam dla siebie nie znalazłem”. A jak się tak znajdzie, to cóż, pozostanie nam jedynie współczucie 😛 W cenie macie również lampkę szampana lub shota wódki. Któż by nie chciał tak zacząć dnia na urlopie? 🙂

Lubiliście chemię w szkole? Robiliście jakieś doświadczenia z wykorzystaniem menzurek? Jeśli nie, to możecie nadrobić zaległości w restauracji “Gasova Lampa” we Lwowie , w której można zamówić zestaw nalewek właśnie w menzurkach 😛 A w nich takie specjały jak “naftówka” czy “benzynówka”. Tematyka restauracji poświęcona jest Łukasiewiczowi, którego pomnik stoi przed wejściem. Ignacy Łukasiewicz był jednym z wynalazców lampy naftowej w 1853 roku 🙂 W samej restauracji jest replika pierwszej lampy naftowej oraz około 200 eksponatów z tym związanych. Wejście imituje odwiert szybu naftowego. Restauracja zajmuje kilka pięter zabytkowej kamienicy. Na każdym piętrze unosi się delikatny aromat nafty 🙂 Oczywiście możecie też tam skosztować typowej ukraińskiej kuchni.

Jeśli komuś nie przeszkadza spożywanie trunków na stojąco , a w dodatku potrzebuje się na szybko rozgrzać, to idealnym miejscem jest pijalnia wiśniówki o nazwie “Wisznia” na rynku 🙂 W środku nie ma za wiele miejsca, dlatego już od 10 rano przed lokalem kłębią się tłumy ludzi. Wiśniówkę można tam wypić na zimno (30 UAH) lub grzaną (40 UAH). Polecam tą grzaną 😛 Dzięki niej zabawa o 3 w mroźną noc staje się tylko i wyłącznie przyjemnością. Jeśli komuś posmakuje to, co tam serwują to można zakupić sobie jako pamiątkę różnej maści butelki wiśniówki. Większe, mniejsze, mniej lub bardziej fikuśne kształty lub zestaw buteleczki z kieliszkami.

Teraz zapraszam Was do “Kryjówki”, chyba jednej z najciekawszych knajp we Lwowie . Jak sama nazwa wskazuje, miejsce jest ukryte. Nie tak łatwo tam trafić. Próżno szukać na mieście wskazówek i potykaczy, lokalizujących poszukiwany przez nas lokal. Za to im bliżej rynku, tym więcej widać osób, które pytają wszystkich gdzie jest ów “Kryjówka” i jak się tam dostać. Dostać się tam, nie jest tak łatwo 🙂 Trzeba znać hasło 🙂 Ale po kolei. Lokal znajduje się na rynku. Aby znaleźć do niego wejście, trzeba wejść w jedną z bram (dokładnej lokalizacji podawał nie będę, niech każdy sobie poszuka. W końcu to Kryjówka 🙂 ) Jak już znajdziecie odpowiednią bramę, która zwieńczona będzie grubymi, drewnianymi drzwiami z uchylnym, jakby to nazwać, lufcikiem przez który obserwuje nas Pan w mundurze, to wiecie, że jesteście w dobrym miejscu. Kiedy będziecie pierwsi w kolejce (a bez kolejki tam wejść, prawie graniczy z cudem) uchyli się okienko i zostaniecie poproszenie o podanie hasła. A brzmi ono – “Sława Ukrajini!” lub sami możecie usłyszeć te słowa, na które musicie odpowiedzieć “Herojam sława”. Na wejściu każdy, w ekspresowym tempie otrzyma lufę jakieś nalewki. Nam się trafiła malinówka. Nie ma, że nie pijesz, nie ma, że nie chcesz. Jak nie pijesz to jesteś moskalem i wypad z baru! “Kryjówka” ulokowana została w piwnicach. Jej wnętrza wyłożone są drewnem i przypominają prawdziwy, partyzancki schron. Restauracja przedstawia swoim gościom działalność Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów oraz Ukraińskiej Powstańczej Armii z okresu II Wojny Światowej. Co tam znajdziemy? Jest strzelnica, są zdjęcia powstańców, mundury, broń i inne wyposażenie wojskowe, które można śmiało dotykać, można z nim pozować do zdjęć. Nikomu nie będzie to przeszkadzało. Jeśli chodzi o jedzenie, to zjemy tam typową ukraińską kuchnie. My akurat poszliśmy tam 01.01. na śniadanie i mocno wypełnioną deskę mięs 😀 Jeśli chcecie już wyjść, to trzeba udać się inną drogą, niż tą, którą wchodziliście. Idzie się krętymi korytarzami. Trzeba wyjść na chwilę na podwórze, które przypomina mini skansen militarny. Dla chętnych, są schody, którymi można udać się na dach kamienicy, gdzie ustawione jest działo. Przed samym wyjściem będzie również sklep z pamiątkami 🙂 Restauracja funkcjonuje od 1996 roku i była pierwszą, którą otworzył holding “Fest!”. Jest najbardziej rozpoznawalną ukraińską restauracją, która znalazła się również wielokrotnie w zestawieniach National Geographic, jako jedna z najciekawszych restauracji świata. Szacuje się, że jest to najliczniej odwiedzana restauracja w Europie.

Czas na deser 🙂 Zaczniemy od “Lwowskiej Manufaktury Czekolady”, która znajduje się nieopodal rynku miejskiego. Wytwórnia zajmuje wszystkie kondygnacje kamienicy a z ostatniego piętra można podziwiać dachy lwowskiej starówki. Pierwsze co ukaże się naszym oczom, to witryna, przez którą widać jak pracownicy tworzą czekoladę. Na tych kilku piętrach jest parę sal dla gości oraz 2 sklepy z ich wyrobami. Czego można tam skosztować? Przede wszystkim gorącą czekoladę (mleczną, białą, gorzką), czekoladowe fondue, koktajle z czekoladą oraz wszelkiej maści czekoladowe desery. UWAGA!!! Wejście do ich sklepu, grozi zakupami!

Jeśli jeszcze mało Wam słodkości, to możecie na pamiątkę zakupić sobie cukierki marki Roshen. To jedna z lepszych pamiątek ze Lwowa, a z pewnością najsłodsza 😀 Roshen to ukraińska firma. Posiada we Lwowie kilka dużych sklepów, w których każdy znajdzie coś dla siebie 🙂 Największym powodzeniem cieszą się cukierki na wagę. Ich ceny wahają się od nieco ponad 5 UAH / 100g (mniej niż 1zł) do około 20 UAH w zależności od tego, na które się zdecydujemy.

Do takich słodkości, idealnie pasuje kawa. A tą, najlepiej skosztować w Lwowskiej Manufakturze Kawy. Jest kilka tych kawiarni we Lwowie więc nie sposób na nie nie trafić. Kawa jest tam niedroga i co najważniejsze, przepyszna 🙂

Wieńcząc część związaną z kuchnią, nie mogę nie wspomnieć o jarmarkach bożonarodzeniowych, które w okresie zimowym znajdują się w kilku częściach miasta (m.in na Prospekcie Swobody i Rynku Starego Miasta). Jest to świetna okazja by wypić grzane piwo lub wino, zejść coś dobrego, często lokalnego na ciepło. Można też buszować wśród straganów w poszukiwaniu ciekawych pamiątek związanych z regionem, które często swoją urodą przyciągają uwagę turystów. W ciągu dnia jest tam raczej cicho i spokojnie, widać a przede wszystkim słychać głównie turystów, zaś wieczorem gdy mieszkańcy Lwowa wyjdą na miasto, ciężko wcisnąć tam choćby palec. Robi się gwarnie, atmosfera staje się wręcz uzależniająca! Nie było wieczora, byśmy nie przechadzali się między straganami lwowskich jarmarków.

CO ROBIĆ, CO ZWIEDZAĆ?

Lwów pełen jest zabytkowych zabudowań, począwszy od zwykłych kamieniczek, przez budowle sakralne a skończywszy na m.in Operze Lwowskiej, która jest perełką nie tylko tego miasta, lecz całej Ukrainy. Od tego też miejsca, chciałbym zacząć część poświęconą miejscom wartym odwiedzenia.

Opera Lwowska powstała pod koniec XIX w. a dokładniej w 1896 roku. Gmach zajmujący łączną powierzchnię około 3000 m² to nie tylko wspaniała bryła architektoniczna. To również zachwycające rzeźby i malunki, które zdobią budynek, czyniąc go wyjątkowym. Praktycznie nie możliwym jest pominięcie tego punktu w trakcie zwiedzania miasta. Wpływ na to ma również lokalizacja opery. Wieńczy ona oś bulwarową Prospektu Swobody czyli głównej ulicy miasta wraz z tzw. deptakiem.

Miłośnicy opery, operetki etc. koniecznie powinni wybrać się na jakiś spektakl, gdyż co wielu podkreśla, ceny są wielokrotnie niższe niż u nas i każdy może sobie pozwolić nawet na najlepsze miejsca. Sala może gościć 1200 widzów. Jeśli jednak opera nie jest tym co Was kręci, można za około 10 UAH wykupić bilet wstępu do budynku by móc go samodzielnie zwiedzić.

Warto wspomnieć, iż Opera Lwowska widnieje na banknotach ukraińskich o nominale 20 UAH 🙂 Poniżej zdjęcie opery z dachu jednego z budynków mieszczących się przy Prospekcie Swobody.

Przejdźmy na Rynek 🙂 Jak to zwykle bywa, jest to miejsce, które śmiało można nazwać sercem miasta lub też centrum rozrywkowo-kulturowym, a także miejscem, które opiewa w niesamowitą ilość zabytków 🙂 Nie inaczej jest we Lwowie, którego rynek został wpisany na listę UNESCO. 

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam miejskie punkty widokowe, dlatego nie mogłem oprzeć się pokusie odwiedzenia lwowskiego ratusza, który zajmuje centralne miejsce na rynku. Można tam wejść na jego wieże, skąd rozpościera się wspaniały widok na rynek oraz dalsze części miasta. Poniżej, kilka fotek z wieży ratusza, który powstał w latach 1827–1835 i reprezentuje styl klasycystyczny. 

Na zdjęciu powyżej widzimy Katedrę Łacińską, którą tak na prawdę, chyba najlepiej podziwiać właśnie z góry 🙂 Ta trójnawowa, gotycka budowla, jest jedną z najstarszych sakralnych budowli w mieście. Katedra powstała na przełomie XIV i XV wieku. 

Skoro jesteśmy już przy zabytkach związanych z religią, to na mnie osobiście największe wrażenie zrobił Kościół Bożego Ciała wraz z klasztorem Dominikanów, który zlokalizowany jest w północno-wschodniej części Starego Miasta. Przez wielu, obecnie grekokatolicka cerkiew, uważana jest za jeden z najpiękniejszych barokowych zabytków miasta. Poniżej oczywiście porcja zdjęć 🙂

Poza rynkiem, Wysokim Zamkiem i Podzamczem, wpis na listę UNESCO, uzyskał również Archikatedralny Sobór św. Jura. Cały zespół, obejmujący również dzwonnicę, otoczony jest murem. Położony jest na lekkim wzniesieniu, dzięki czemu jest widoczny prawie z każdego miejsca we Lwowie. Wpis został przyznany w 1998 roku 🙂 Archikatedra zbudowana została w latach  1744-1772 i reprezentuje styl rokoko. Poniżej jakżeby inaczej, foto 🙂

Na co jeszcze warto zwrócić uwagę przechadzając się uliczkami Lwowa? Z całą pewnością na całą masę pięknych kamienic! Widzieliście je chociażby na zdjęciach z wieży ratuszowej, który były powyżej wrzucane. Gdyby Lwów miał porównywalne dotacje jak miasta UE, jestem przekonany, że po odświeżeniu części zabytków, byłby w stanie przyćmić nie jedno znane europejskie miasto 🙂

Spacerując po mieście, przy ulicy Podwale 5  na pewno natraficie na Arsenał Miejski (fot. poniżej), który powstawał pod koniec XVI wieku.
Zapewne ujrzycie również Arsenał Królewski (ten różowyn na dole :p ), który powstał z inicjatywy króla Władysława IV Wazy  w pierwszej połowie XVII wieku. Na widocznym poniżej placu, w godzinach porannych, poszukiwacze starych przedmiotów mogą buszować na czymś w rodzaju pchlego targu. Ludzie wystawiają tam stare książki, pamiątki po minionej epoce związane z ZSRR (np. odznaczenia, monety etc). Nawet widać, że jeden Pan powoli przygotowuje się do handlu 🙂

Jak już wcześniej wspomniałem, Lwów ocieka wręcz zabytkami. Nie sposób wszystkie na raz, w trakcie tak krótkiego zimowego wyjazdu “zaliczyć” a potem tu wstawić i opisać. Poniżej wrzucam jeszcze kilka zdjęć ciekawszych i ważniejszych atrakcji Lwowa, które dane nam było podziwiać. Zaczniemy od pomnika Adama Mickiewicza 🙂

Potężny gmach Lwowskiego Uniwersytetu Narodowego im. Iwana Franki, który założony został przez Jana Kazimierza (króla Polski) w 1661 roku. To jeden z najstarszych uniwersytetów Europy wschodniej.

Kościół św. Andrzeja z klasztorem Bernardynów z lat 1600-30.

Staromiejski Neptun na tle ratusza 🙂

Gdy pogoda dopisuje a mróz nie straszny, można wybrać się do parku Iwana Franki, który zlokalizowany jest w centralnej części miasta, vis-a-vis wspomnianego wcześniej uniwersytetu. Zimową porą park może nie zachwyca ale widać jego potencjał 🙂 W okresie wiosennym lub letnim musi być tam bardzo ładnie 🙂 Podobno to najstarszy park na Ukrainie. 

Poza takim klasycznym zwiedzaniem “na chodzonego” można na miejscu zakupić wszelakiej maści wycieczki w lokalnych biurach podróży, które pomogą nam obejrzeć Lwów od innej, czasami nietypowej strony. My znaleźliśmy wcześniej biuro o wdzięcznej nazwie Kumpel Tour, które zaciekawiło nas ofertą oglądania miasta z dachów. Nie było problemu z kontaktem mailowym aby umówić dogodny dla siebie termin wycieczki. Nie było problemu z polskojęzycznym przewodnikiem. Nie było również problemu ze zorganizowaniem takiej wycieczki tylko dla naszej pary. Oczywiście kosztowało to ciut więcej bo 350 UAH/os ale chcieliśmy, to otrzymaliśmy 🙂 W wycieczki lwowskimi dachami odwiedza się łącznie 4 punkty widokowe, zaczynając od rynku Starego Miasta po to, by później coraz bardziej oddalać się od centrum. Poniżej puszczanie balonów, które otrzymaliśmy 🙂

Oczywiście to nie jedyna wycieczka, którą można u nich wykupić. Programów do wyboru do koloru. Można wybrać się na nocne zwiedzanie. Można odkrywać galicyjskie korzenie miasta lub wybrać się na wycieczkę związaną z piwem Lwowskim. Nawet są tzw. romantyczne programy 😉 Jeśli ktoś wcześniej nie wie co chciałby oglądać, to po mieście krąży wielu ulotkarzy z ofertami wycieczek różnych biur więc jak kogoś nagle najdzie ochota na jakiś zorganizowany program, to nie będzie miał kłopotu ze znalezieniem czegoś dla siebie. 

W wolnym czasie możecie jeszcze wybrać się na dość spory pchli targ na bazarku nieopodal Opery Lwowskiej. Dokładniej przy ulicy Teatralnej. Od samego rana do wieczora sprzedawcy oferują wiele ciekawych rzeczy. Można tam nabyć naprawdę piękne obrazy, mniejsze i większe. Rękodzieło. Antyki. Każdy znajdzie tam coś dla siebie 🙂

Tym o to akcentem kończymy relację ze Lwowa. Na pewno trzeba będzie tam powrócić by zobaczyć resztę istotnych miejsc takich jak np. Cmentarz Łyczakowski czy Wysoki Zamek, ale to już chyba gdy będzie zdecydowane cieplej 🙂

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz