CHORWACJA 2016 (kwiecień)

Tak jak gdzieś, kiedyś wspomniałem, zamierzam pisać o wyjazdach wszelkiej maści. O tych, które zorganizowałem na tzw. własną rękę, o tych, które wykupiłem w biurze podróży oraz o wyjazdach służbowych jeśli będą na tyle ciekawe i będzie o czym pisać 😛 . Nieodzowną częścią pracy w turystyce są tzw. wyjazdy studyjne, w czasie których poznajemy sprzedawany przez nas produkt. W głównej mierze niestety, są to wyjazdy, podczas których poznajemy bazę hotelową, ponieważ to częściej się sprzedaje. Czasami jednak jest okazja pojechania jako klient na wycieczkę objazdową po to, by od podstaw poznać jak odbywają się tego typu wyjazdy. Tak więc zapraszam na relację z wyjazdu autokarowego do Chorwacji, który odbył się w kwietniu tego roku (2016r).

Nim przejdę do samego programu i tego, co dzień po dniu mogliśmy podziwiać, zacznę od strony organizacyjnej, która jest ważna z punktu widzenia osób, wybierających się na tego typu wyjazdy, w szczególności pierwszy raz. Najważniejszym aspektem związanym z wyjazdami autokarowymi to fakt, jak odbywają się transfery. Często osoby kupujące swój pierwszy tego typu wyjazd, nie są tego świadome. Czemu? Szczerze powiedziawszy nie wiem. Może nie zostali o tym poinformowani, może po prostu nie zwrócili na to uwagi. Różnie to bywa 🙂 Przejdźmy do sedna sprawy.

Połączenia objazdówek autokarowych, odbywają się na zasadzie tzw. połączeń antenowych. Już tłumaczę na czym to polega, opierając się o ten wyjazd. Niezależnie od tego, czy turyści wyjeżdżali z Warszawy, Poznania czy Krakowa, musieli dojechać do miejsca zbiórki, czyli do miejsca, w którym na dobrą sprawę rozpoczyna się nasz właściwy wyjazd. Autokary wyjeżdżające np. z Warszawy są tzw. autokarami dowozowymi, nie docelowymi (czasami może być tak, że Twoim autokarem dowozowym, będzie autokar docelowy innej wycieczki). W przypadku tego objazdu, miejscem zbiórki było Opole, ale może to być również Wrocław, Katowice lub każde inne miasto, w zależności od kierunku do którego zmierzamy. O to pytajcie w biurach 🙂 . Przy autokarach dowozowych, w miejscu zbiórki stawiają się osoby koordynujące wsiadanie do poszczególnych busów. W końcu w sezonie najczęściej jest ich zdecydowanie więcej niż jeden. Ruszamy i co dalej? Jeśli nie mamy kompletu w autokarze, bądźmy pewni, że po drodze do np. Opola, jeszcze kogoś zabierzemy. W czasie jazdy oczywiście, są robione cyklicznie przystanki aby się posilić, lub skorzystać z toalety.

Dojechaliśmy do miejsca, w którym ma rozpocząć się nasz właściwy objazd i co dalej? Otóż tu bywa różnie, ale najczęściej nim jeszcze wysiądziemy, do busa wchodzi koordynator, który podaje numery autokarów docelowych dla poszczególnych wycieczek objazdowych. Najczęściej do ostatecznego miejsca zbiórki przybywa się na około godzinę przed właściwym odjazdem, aby można było na spokojnie zjeść obiad, wyprostować nogi etc. Gdy zbliża się godzina odjazdu, przy każdym z autokarów stoi pilot wycieczki, który odhacza z listy osoby, które przybyły i przydziela miejsca w autokarze, które najczęściej przydzielane są wg. kolejności zapisów na wycieczkę (chyba, że umowa z jakimś biurem mówi inaczej, lub jak można sobie miejsca jakoś zarezerwować).

Połączenia antenowe niestety mają jeden minus. Wiadomo, że wszystkie autokary dowozowe, muszą przyjechać na czas (zawsze jest około godziny zapasu w planowaniu), aby wszyscy mogli dostać się do swoich docelowych autokarów. Niestety wystarczy, że gdzieś na trasie, któryś bus natrafił na wypadek lub gigantyczny korek, który go znacznie opóźnił, to my też będziemy czekać jeśli na jego pokładzie będzie choćby jedna osoba, która docelowo ma jechać na naszą wycieczkę.

Warto też wspomnieć jak wygląda zwiedzanie miast/atrakcji na miejscu, od strony organizacyjnej. W zdecydowanej większości wycieczek objazdowych, tak jak i w tym przypadku, po miastach nie oprowadza nas pilot, z którym jedziemy z Polski, lecz lokalni przewodnicy. Pilot służy wtedy pomocą np. w tłumaczeniu jeśli zajdzie taka konieczność i przy ustalaniu godzin i miejsc zbiórki, wyznaczaniu czasu wolnego etc. Akurat w przypadku Chorwacji, lokalni przewodnicy najczęściej biegle mówią w języku polskim. Często na czas zwiedzania miast, otrzymuje się tzw. system Tour Guide, czyli odbiornik ze słuchawkami, dzięki czemu dobrze słyszymy przewodników.

Przejdźmy już może do samej wycieczki 🙂 .

CHORWACJA – dzień 1 i 2 – Przejazd, Zadar i Szybenik.

Pierwszy dzień, jak to z reguły bywa w przypadku takich wyjazdów, upłynął pod znakiem przejazdów. Z Dworca Zachodniego w Warszawie wyjechałem o godzinie 10:00. W busie mieliśmy komplet więc po nikogo nie zajeżdżaliśmy. Mieliśmy jedynie standardowe przystanki. Do Opola dojechaliśmy o 16:00, czyli do odjazdu docelowego busa było jakieś 1,5 h. Ogólnie wszystko przebiegało zgodnie z planem, bez jakichkolwiek opóźnień. Grupa się zebrała o czasie i wyruszyliśmy w stronę granicy z Republiką Czeską. Jazda trwała całą noc a po drodze mijaliśmy Czechy, Austrię i Słowenię. Do Chorwacji dojechaliśmy o brzasku, była chwila na poranną toaletę i śniadanie. Podczas drogi pogoda nie była korzystna. Ciągle wiał silny wiatr, padał deszcz i było zimno. Chorwacja też nie przywitała nas najlepszą pogodą. Wszystko zmieniło się gdy przejechaliśmy tunel Świętego Rocha (Sveti Roc), który jest jednym z najdłuższych tuneli w Chorwacji (5670 m). Biegnie on pod wysokim pasmem górskim Velebit, które zatrzymuje chmury. Toteż bardzo często po przejechaniu tego tunelu, oczom ukazuje się zupełnie inny świat, inna pogoda. Tak też było w tym wypadku – po przejechaniu tunelu, przywitała nas piękna słoneczna pogoda i temperatura wyższa o kilka dobrych stopni.

I jesteśmy! 🙂 . Około godziny 8-9 rano, dojechaliśmy do pierwszego punktu naszego zwiedzania, czyli do Zadaru, najbardziej na północ wysuniętego, dużego miasta Dalmacji. Współczesny układ urbanistyczny miasto zawdzięcza Rzymianom. Rzymianie też, jako pierwsi wznieśli tam solidne mury obronne. Duży wpływ na Zadar miała również okupacja Wenecjan. Przez pierwsze okresy istnienia miasta, nie odgrywało ono znaczącej roli w regionie. Dopiero w 614 roku gdy zniszczona została salona, Zadar stał się stolicą Dalmacji, i był nią aż do 1918 roku. 

Zwiedzanie Zadaru rozDSC04051poczęliśmy od Placu Pięciu Studni. Plac ten, swoją nazwę zawdzięcza postawionej w tym miejscu cysternie, która zaopatrywała miasto w wodę, dopóki nie zostały postawione wodociągi. Wodę czerpano za pomocą pięciu studni, które są tam po dziś dzień. Przy placu jest urokliwy park Perivoj kraljice Jelene-Madijevke, do którego warto na chwilę zajść, by z jego tarasu zobaczyć pozostałości murów okalających niegdyś miasto, małą marinę oraz Bramę Lądową. Nad wrotami znajduje się DSC04048podobizna skrzydlatego lwa – był to symbol wenecjan, którzy niegdyś tutaj panowali. Lew trzyma księgę – gdy jest ona otwarta, oznacza to, iż jest bezpiecznie i można wjechać do miasta, gdy jednak jest ona zamknięta, oznacza to niebezpieczeństwo a wjazd do miasta jest zakazany. Po lewej stronie zdjęcie Placu Pięciu Studni oraz Parku Perivoj kraljice Jelene-Madijevke, zaś pod spodem widok na mury, marinę i Bramę Lądową.

DSC04041

DSC04069Potem, ciągiem wąskich, zadarskich uliczek (fot. po prawej) doszliśmy do forum, które w czasach rzymskich wyznaczało centrum miasta. Plac ma wymiary podobne do do boiska piłkarskiego (95 x 45 m.) i powstał około I w.p.n.e. Z czasów rzymskich pozostały jedynie ruiny, chociażby czegoś na wzór starożytnego centrum handlowego oraz 14 metrowa kolumna, która w średniowieczu służyła za pręgierz. Przy forum znajdują się liczne atrakcje. Do najważniejszych należy zaliczyć Kościół św. Donata. Jest to olbrzymia rotunda, jedna z najbardziej rozpoznawalnych zadarskich budowli. Rotunda została wzniesiona w stylu wczesnoromańskim w IX wieku. Ciekawostką jest to, że do budowy, wykorzystano pozostałości po rzymskich zabudowaniach i do dzisiaj można podziwiać fragmenty starych rzymskich rzeźbień i mozaik. Przy forum zlokalizowany jest także kościół św. Marii, który wzniesiono w 1091 roku. Przy kościele stoi wieża z trzema piętrami łukowych okien, która powstawała w latach 1105-1111. Poniżej fotografie rotundy Donata i wspomnianego przed chwilą kościoła św. Marii. Zdjęcie rotundy może być nieco mylące. Strzelista wieża widniejąca obok niej, należy do położonej obok katedry.

DSC04074

DSC04075

Z forum udajmy się na chwilę nad morze, do największej atrakcji Zadaru, którą są morskie organy. Znajdują się one niedaleko stosunkowo nowej przystani, w miejscu gdzie nabrzeże ma kształt szerokich i długich na 80 metrów stopni, które schodzą do morza (fot. poniżej). Na pierwszy rzut oka nie widać organów. Trzeba się dokładnie przyjrzeć aby dostrzec okrągłe otwory w nabrzeżu. Każdy koncert morskich organów jest niepowtarzalny! Dźwięki przez nie wydawane, uzależnione są od morskich fal i wiatru. Zadarskie organy to jedyny taki obiekt na świecie. Naprawdę warto zatrzymać się tam na chwilę i oddać się muzyce tworzonej przez naturę.

DSC04090

Na szczególną uwagę zasługuje również Katedra św. Anastazji wzniesiona w XII w. jako jedna z największych tego typu budowli w tej części Europy.

DSC04098

DSC04095Zabytkowa część Zadaru nie jest duża, toteż długo nie trwało zwiedzanie z przewodnikiem. Po spacerze mieliśmy około 1,5 godziny czasu dla siebie. Zawsze wtedy pojawia się dylemat czy coś zjeść, czy może jeszcze pospacerować, popstrykać kilka zdjęć i jeszcze coś zobaczyć. Ja osobiście wybrałem się na kawę i spacer 😛 Będąc gdzieś, wychodzę z założenia, że szkoda czasu na siedzenie, skoro można jeszcze coś zobaczyć 🙂 Nie mniej jednak Chorwaci parzą wyśmienitą kawę, więc jej oprzeć się nie mogłem 🙂 Uliczki w starych miastach są bardzo wąskie. Ludzie praktycznie mieszkają okno w okno, sąsiedzi wiedzą (widzą) o sobie wszystko. Chorwatki często puszczają sobie wzajemnie sznurek z okna do okna w celu rozwieszenia prania, a że to temperamentny naród, to gdy się pokłócą, podcinają sobie sznurki 🙂 Zdjęcie po lewej, zrobione w czasie spaceru w czasie wolnym 🙂 .

Po zwiedzaniu Zadaru udaliśmy się w około półtoragodzinną podróż (ok. 90 km) do Szybeniku. Jest to średniej wielkości miasto, zamieszkiwane przez około 41 tysięcy mieszkańców, którego zabytkowa starówka została wpisana na listę UNESCO. Szybenik to również jeden z głównych ośrodków administracyjnych, komunikacyjnych i przemysłowych w tej części Dalmacji. W Szybeniku autokar zatrzymał się przy dworcu autobusowym przy samym morzu, gdzie spotkaliśmy się z naszym kolejnym lokalnym przewodnikiem. Kilka minut spaceru i już byliśmy przy nadmorskiej, szybenickiej promenadzie (fot. poniżej).

DSC04131

DSC04137Tuż obok widocznej wyżej promenady nadmorskiej, znajduje się pomnik Petara Krešimira, władcy, który jest autorem pierwszego dokumentu, w którym widnieje jakakolwiek wzmianka odnośnie miasta Szybenik. W 1069 rok uzyskał od Bizancjum władzę nad miastami Dalmacji.

Główną atrakcją miasta jest katedra św. Jakuba (fot. poniżej), której budowę, nadzorowało kilku architektów w XV i XVI wieku. Katedra uważana jest za jeden z najważniejszych sakralnych obiektów w Chorwacji. Kościół reprezentuje styl przejściowy pomiędzy gotykiem a renesansem, a sama budowa potrwała ponad 100 lat. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, iż katedra w całości zbudowana jest z kamienia, nie użyto do jej budowy żadnego innego materiału budowlanego. Wspominając o atrakcjach, nie można oczywiście pominąć wąskich, klimatycznych uliczek i miejskich placów. Warto wspiąć się uliczkami w górę miasta, kierując się w stronę cmentarza, z którego rozpościera się wspaniała panorama miasta. Za cmentarzem znajduje się twierdza św. Anny z przełomu XVI i XVII wieku, która obecnie częściowo pozostaje w ruinie.

DSC04199

DSC04195

DSC04173

DSC04175

Po zwiedzaniu Szybeniku udaliśmy się do miejscowości Kaštel Lukšić, gdzie mieliśmy zaplanowane 2 noclegi. Dojechaliśmy tam około godziny 16:30. To miasteczko zlokalizowane jest w ciągu kilku miejscowości, których pierwszy człon to Kaštel. Swoje nazwy zawdzięczają, twierdzom, które niegdyś tam stały. Samo miasteczko położone jest nad morzem, jest ciche i spokojne, pełne uroku. Jest klika barów, restauracji i sklepików. A w razie gdyby w tym miasteczku jakiś sklep był zamknięty, to można nad samym morzem, w przeciągu kilku minut dostać się do kolejnej Kašteli 🙂 Te okolice, to świetna baza wypadowa na zwiedzanie. Do Trogiru mamy niespełna 12 km a do Splitu około 18 km.

Wykorzystałem bliskość do morza i zdecydowałem się na kąpiel w Adriatyku 🙂 Niestety początek kwietnia to temperatury wody są w okolicach 13-14 stopni 🙂 Poniżej zdjęcie z promenady nadmorskiej w Kašteli. W oddali widoczny jest Split.

DSC04243

 CHORWACJA – dzień 3 – Omiš.

Trzeci dzień, w całości poświęcony był na wycieczki fakultatywne, czyli dla chętnych i oczywiście za dodatkową opłatą. Aby tego typu wycieczka się odbyła, musi uzbierać się minimalna liczba uczestników. Do wyboru był rejs Cetiną, czyli rzeką uchodzącą w miejscowości Omiš oraz rejs na wyspę Brać. Kto chciał, mógł wziąć udział w dwóch rejsach, lub w jednym wybranym. Ja zdecydowałem się na malowniczą Cetinę i pozostanie w Omišu, oczekując na powrót grupy z rejsu na Brać. Dlaczego? Głównie dlatego, że za cel postawiłem sobie aby zobaczyć miasto z góry, które do tej pory mogłem podziwiać jedynie na fotografiach w internecie, które mnie zachwycały. Ale po kolei 🙂

Po śniadaniu ruszyliśmy w około 35 kilometrową drogę do Omiša, z którego wypływaliśmy na godzinny rejs Cetiną. Rzeka ta, ma długość około 105 kilometrów a swoje źródło bierze w miejscowości o tej samej nazwie. Przez zdecydowaną większą część jest bardzo kręta i występuje tam porywisty nurt, dzięki czemu stała się swojego rodzaju mekką dla raftingu w Chorwacji. Nasz rejsik odbywał się jednak na bardzo spokojnym odcinku, nie był zbyt porywający ale widoki robiły swoje. Rzeka przecina masyw górski Mosor, tworząc malowniczy kanion. Po Cetinie, zdecydowana większość grupy udała się na rejs na wyspę Brać. Rejs ten odbywał się w akompaniamencie pięknej pogody, plażowania i rodzimych trunków 🙂 Jednak, tak jak wcześniej wspomniałem, na to się nie zapisywałem 🙂

Miałem kilka dobrych godzin czasu dla siebie więc zacząłem od spaceru po mieście, które wkomponowane jest w ujście rzeki Cetiny oraz w góry Mosor. Miasteczko jest niewielkie, lecz na mój gust, jedno z urokliwszych. Ma coś w sobie, co sprawia, że akurat tam, chciałoby się wrócić. Wchodząc w region starego miasta, można napotkać się na drogowskaz do baszty Fošal, która jest jedyną pozostałością po dawnych, miejskich obwarowaniach. Nie był to jeszcze sezon, więc ten obiekt w teorii był zamknięty, lecz Panowie, którzy dokonywali tam jakiś prac konserwatorskich bez problemu mnie wpuścili “na kilka minut” 🙂 Oczywiście wejście na własną odpowiedzialność jak to dodali 🙂 Przy okazji, nie trzeba było płacić za wstęp 🙂 Z baszty rozpościera się sympatyczny widok na stare miasto oraz na przełom rzeki Cetiny. Poniżej zdjęcia 🙂

DSC04374

DSC04394

DSC04378

 Po chwili na baszcie, nadeszła pora na krótki spacerek po omiszańskiej starówce oraz na pyszną kawę w knajpce nad morzem. Warto zwrócić uwagę na to, iż plaża w Omišu jest piaszczysta! 🙂

Nadeszła w końcu pora, by zrealizować postawiony sobie cel i wspiąć się na szczyt górujący nad miastem. Na górę, prowadzi czerwony szlak. W teorii da się tam wspiąć w około 45 minut. Dla kogoś, kto dużo porusza się po górach to z pewnością nie będzie problemem. Mi zajęło to mniej więcej godzinkę. Decydując się na wejście tam, warto mieć ze sobą buty, które będą trzymały kostkę, trasa nie jest jakaś trudna, ale jest  wyłożona małymi kamyczkami, które usypują się spod nóg i nie trudno o zaliczenie upadku. Po godzince marszu, oczom ukazała się Fortica, czyli ruiny twierdzy która góruje nad miastem. Położona jest na 311 m n.p.m. Rozpościera się z niej wspaniały widok na okolicę. Tutaj, znowu jak w przypadku wcześniej opisanej baszty, w czasie sezonu trzeba zapłacić by wejść. W tym okresie, nie było tam nikogo, a obiekt  był otwarty 🙂 Poniżej kilka fotografii z góry 🙂

DSC04471

DSC04495

DSC04504

Po zejściu została jeszcze chwilka na ostatni spacer po tym uroczym mieście.

Potem pozostało nam już tylko udać się w drogę powrotną do hotelu w Kašteli, gdzie zajechaliśmy około godziny 17:30/18:00.

CHORWACJA – dzień 4 – Trogir i Split.

Rano po śniadanku, wyruszyliśmy w stronę Trogiru. To prześliczne miasto jest idealnym przykładem średniowiecznego układu urbanistycznego miasta, dzięki czemu, starówka została wpisana na listę UNESCO w 1997 roku. Trogirska starówka położona jest na przybrzeżnej wysepce, która swoim kształtem przypomina głowę żmii. Wyspa oddzielona od stałego lądu jest Fošą, zaś od przeciwległej wyspy Ćiovo, Kanałem Trogirskim. Zabudowa starego miasta jest bardzo zwarta i jak to bywa w przypadku większości miasteczek w Chorwacji, jest tam cała masa wąskich i krętych uliczek. Uroku dodają pozostałości potężnych murów obronnych miasta oraz piękna, szeroka promenada z palmami. No to rzućmy okiem na tą promenadę 🙂

DSC04541

DSC04518

Do głównych atrakcji Trogiru należy Katedra św. Wawrzyńca, której budowa rozpoczęła się w 1123 roku, tuż po napadach Saracenów, którzy byli odpowiedzialni za zniszczenie poprzednio stojącej tam bazyliki. Ostatecznie prace budowlane zakończyły się dopiero w XVII wieku, dzięki czemu budowla ta, to mieszanka stylów, począwszy od romańskiego a skończywszy na barokowym. Na szczególną uwagę zasługuje najpiękniejszy w Chorwacji, słynny romański Radovanov portal, którego autorem był lokalny mistrz Radovan. Będąc w katedrze, koniecznie trzeba udać się na dzwonnicę, z której podziwiać można wspaniałe widoki!

DSC04575

Na koniec czasu wolnego, była chwilka aby udać się na targ, gdzie można kupić owoce, warzywa, oliwy, rakije, mięsa i inne chorwackie smakowitości lub pamiątki.

Po udanych zakupach nie pozostało nic innego jak powrócić do busa, który miał zawieźć nas do Spiltu. Odległość pomiędzy Trogirem a Splitem to mniej więcej 29 kilometrów.

Split można określić mianem dalmatyńskiej metropolii. Zamieszkiwany jest przez około 174 tysiące ludzi, co daje mu drugie miejsce w Chorwacji pod kątem populacji, po Zagrzebiu, przed Rijeką. Jadąc z Trogiru, do miasta wjeżdża się magistralą adriatycką i nie powiem, na pierwszy rzut oka miasto nie powala na kolana. Na wjeździe mijamy ośrodki przemysłowe, potem przytłaczające wręcz blokowiska, ale tak na prawdę to co dla nas, turystów najważniejsze, znajduje się w obrębie starego miasta. Oczywiście chodzi tutaj o pałac Dioklecjana!

Podobno część turystów przybywających do Splitu, staje przy promenadzie nadmorskiej i zaczynają pytać gdzie ten pałac?! Można powiedzieć, że posiadłość Dioklecjana jest tak wielka, że jej nie widać :p To co obecnie można podziwiać, sprawia bardziej wrażenie średniowiecznego miasta, otoczonego murami. Obecnie w obrębie pałacu stoi około 220 budynków, zamieszkiwanych łącznie przez około 3 tysiące mieszkańców. Żeby nie było, że rzucam słowa na wiatr – poniżej zdjęcie pałacu zrobione z perspektywy nadmorskiej promenady 🙂

DSC04580

Pałac wznoszono w latach 295 – 305. Cesarz zbytnio nie liczył się z kosztami i sprowadzał marmury z wyspy Brać, Włoch i Grecji. Stare kolumny i sfinksy sprowadzał z Egiptu. Pałac był jak na tamte czasy, imponujących wymiarów: 215 x 181 m. Mury obronne miały nawet 26 metrów wysokości i 2 grubości. Od strony wody, mury schodziły wprost do morza. Do pałacu wchodziło się przez 4 bramy. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od podziemi pałacu. Wewnątrz było chłodno i wilgotno 🙂 Tak więc idealnie, biorąc pod uwagę pogodę panującą tego dnia w Splicie 🙂 Do głównych atrakcji pałacu należy chociażby Katedra św. Dujama, która była swojego czasu mauzoleum Dioklecjana i jego żony. Mauzoleum przekształcono w katedrę w XVII wieku, z inicjatywy pierwszego arcybiskupa miasta. Nie można również pominąć świątyni Jupitera, która została przekształcona w baptysterium. Ciekawie ogląda się, jak wszystko zostało wkomponowane w starożytne zabudowania pałacu. Można na przykład wybrać się na zakupy do marketu Billa, który znajduje się na terenie pałacu i zaraz po wejściu, naszym oczom ukazują się piękne kolumny rzymskie 🙂 Czas na kilka fotografii z pałacu 🙂

DSC04589

DSC04592

DSC04604

Po zwiedzaniu pałacu Dioklecjana mieliśmy jakieś 1,5 h czasu wolnego. Znowu pojawił się odwieczny dylemat, czy coś zjeść, czy jeszcze coś zobaczyć. Jak to zwykle bywa, wybór był prosty :p Kilkanaście minut spaceru od starego miasta jest wzgórze Marjana, z którego podziwiać można fantastyczną panoramę Splitu 🙂

DSC04618

Ze Splitu ruszyliśmy w kierunku Bośni i Hercegowiny, a dokładniej do Neum, gdzie mieliśmy spędzić dwie kolejne noce. Po drodze pilot przygotował dla nas niespodziankę w postaci przystanku na Riwierze Makarskiej, w punkcie widokowym.

DSC04625

Riwiera Makarska to z jednej strony wysokie góry, z drugiej krystalicznie czyste morze. Rozciąga się na południowy wschód od Splitu i na północny wschód od wyspy Hvar. Riwiera usiana jest idyllicznymi miasteczkami na tle masywu górskiego Biokovo, który w najwyższym swoim punkcie osiąga aż 1 700 m n.p.m.

Była też chwilka czasu dla siebie w stolicy tejże riwiery, czyli w miejscowości Makarska 🙂

DSC04654

Po drodze pilot wyjazdu postanowił zabrać nas w jeszcze jedno miejsce widokowe. Trzeba było zboczyć trochę z trasy i nadrobić parę dodatkowych kilometrów, ale było warto! Oj było!

DSC04681

Po chwili na zdjęcia udaliśmy się już bezpośrednio w kierunku Neum, do którego dotarliśmy około 20:00. Neum jest jedynym bośniackim, nadmorskim kurortem. Oddziela północną, kontynentalną część Chorwacji od południowej. Neum samo w sobie nie urzeka. Przed sezonem, praktycznie wszystko jest pozamykane, sklepy do 21:00, stacja benzynowa również. Jedynie co, to można wybrać się do jakiegoś baru gdzie biesiadują lokalni mieszkańcy. Ale warto podkreślić, że w Bośni jest tanio, zdecydowanie taniej niż w Chorwacji, nie porównując już do cen na naszych sklepowych półkach 🙂

CHORWACJA – dzień 5 – Dubrownik.

Rano po śniadaniu wyruszyliśmy w stronę Dubrownika. Do pokonania mieliśmy około 65 kilometrów 🙂 Z Dubrownikiem związana jest dłuuga i zawiła historia, dlatego nie będę Was nią męczył, i przejdziemy do konkretów 🙂

Nim wjechaliśmy do zabytkowej części miasta, udaliśmy się busem kilka kilometrów poza Dubrownik by móc zrobić zdjęcia miasta z oddali. Podobne do tych, które pojawiają się wszędzie pod hasłem Dubrownik 🙂

DSC04696

DSC04753

Autokar zatrzymał się w okolicach Bramy Pile, gdzie czekała na nas lokalna przewodniczka. Pierwszym punktem na trasie naszej wycieczki było przejście Stradun (Placa) czyli reprezentacyjną, najszerszą ulicą Dubrownika, która powstała w miejscu, w którym wcześniej istniał kanał oddzielający północną część miasta od południowej (fot. po prawej). Jest to również chyba najbardziej zatłoczona ulica miasta. Zbaczając z głównej ulicy, odwiedziliśmy najstarszą w Europie aptekę, która funkcjonuje od 1317 roku.

Spacerując po Dubrowniku z przewodnikiem, zatrzymaliśmy się jeszcze na placu Luza. Na placu Luza stoi kolumna Orlando, wieża zegarowa, kościół św. Błażeja oraz Mała Fontanna Onufrego. Przeszliśmy się również pod Katedrę Wniebowzięcia NMP oraz wyszliśmy do dubrownickiego portu. Z portu udaliśmy się na około 40 minutowy rejs, który był okazją do zobaczenia murów obronnych miasta z poziomu morza. Na statku nie zabrakło pędzonej rakii 🙂

Pierwotnie, po rejsie mieliśmy mieć okolo 1,5 h czasu wolnego dla siebie. Nie oszukujmy się. Co to jest 1,5 h w takim miejscu jak Dubrownik, i po co mielibyśmy wracać do hotelu na godzinę 16/17, do miejsca, gdzie praktycznie jeszcze nie ma życia z uwagi na dopiero co raczkujący sezon letni? Grupa trochę wymusiła na pilocie zwiększenie czasu w Dubrowniku i koniec końców, mieliśmy aż 3 godziny dla siebie! 🙂 W końcu była okazja by w czasie wolnym  coś zjeść i przy okazji potem dodatkowo coś pozwiedzać samodzielnie 🙂 Tak więc czas wolny rozpoczęliśmy od skosztowania muli 🙂 Być w Chorwacji i nie zjeść muli ocierałoby się o grzech! Restauracji długo nie wybieraliśmy :p Pierwsza z brzegu w porcie, okazała się strzałem w dziesiątkę 🙂 Mule były wyśmienite, a kilogramowa porcja to koszt 88 kun chorwackich, czyli około 40 złotych.

DSC04778

Po posiłku nadszedł czas na samodzielne podziwianie Dubrownika. Kto chciał, mógł wykupić indywidualnie możliwość spaceru po murach miasta, lub udać się do kolejki linowej, która prowadzi na pobliski szczyt, z którego rozpościera się fantastyczna panorama miasta. Małą grupką udaliśmy się poza mury starego miasta na okoliczną plażę i po chwili relaksu, powróciliśmy do miasta by pospacerować jego wąskimi, krętymi uliczkami 🙂 Kilka fotografii z tego spaceru 🙂DSC04834DSC04883

DSC04862

DSC04897

Dubrownik jest miejscem, gdzie koniecznie trzeba się wybrać będąc w Chorwacji. Z resztą, to właśnie on przyciąga najwięcej turystów. Trzeba jednak wspomnieć, że jest też zdecydowanie najbardziej skomercjalizowanym miejscem w Chorwacji. Jeśli ktoś chce poznać prawdziwą Chorwację, to powinien wybierać zdecydowanie mniej popularne miejscowości 🙂 Dubrownik był jedynym, zatłoczonym miejscem w czasie tego objazdu, może nie licząc Zagrzebia (ale o nim później).

W drodze powrotnej z Dubrownika, będąc już na terenie Bośni, zatrzymaliśmy się w sklepie wolnocłowym. Ceny hmmm… no niższe niż w Chorwacji i u nas. Ja pokusiłem się tylko o papierosy i jeden trunek, który polecano mi kupić, a nie mając czasu na szukanie, wziąłem od razu. Wiadomo, skoro to miejsce gdzie zatrzymuje się praktycznie każdy autobus z turystami, to po prostu nie może być tam taniej… I tak też się okazało. W Konzumie (chorwacki market) w Bośni, ceny były zdecydowanie lepsze niż we wspominanym sklepie wolnocłowym.

Wieczorem, po kolacji, trzeba było się spakować, gdyż z rana opuszczaliśmy Bośnię. Oczywiście wieczoru pełnego emocji nie zabrakło 🙂

CHORWACJA – dzień 6 – Plitwickie Jeziora.

Tego dnia, mieliśmy chyba jedno z najwcześniejszych śniadań. To dlatego, że czekała na nas na prawdę długa droga, w porównaniu do dystansów, które przebywaliśmy w dniach poprzednich. Do pokonania mieliśmy około 375 kilometrów i musieliśmy do Parku Narodowego Jezior Plitwickich dojechać przed 15:00, gdyż otwarte były tylko do godziny 18:00, a zaplanowane mieliśmy tam wejście na około 3 godziny.

Park Narodowy Jezior Plitwickich powstał w 1949 roku, a już 30 lat później, został wpisany na listę UNESCO. Obecnie, jest to jedna z najczęściej odwiedzanych chorwackich atrakcji. Powierzchnia parku wynosi około 19,5 ha. Co ciekawsze, jeziora zajmują ledwo 1% jego powierzchni. Reszta to łąki, lasy i pastwiska. Najniższy punkt parku położony jest na wysokości 400 m n.p.m., zaś najwyższy na wysokości 1280 m n.p.m. Na terenie parku jest 16 jezior, które połączone są aż 92 wodospadami. Poza jeziorami, atrakcją Plitwic są również jaskinie, których odkryto tutaj 20.

Warto pamiętać, w szczególności gdyby ktoś chciał zwiedzać ten park na własną rękę, że płacić na miejscu, można tylko i wyłącznie w kunach chorwackich! Nie zapłacimy tam ani euro, ani kartami płatniczymi. Bilety, które się dostaje, należy zachować na cały okres zwiedzania, gdyż upoważniają one do korzystania ze wszystkich środków lokomocji obecnych w parku, czyli z kolejki oraz statków wycieczkowych. Poza tym, na odwrocie biletów, jest nadrukowana mapa, która bardzo pomaga w orientacji w terenie.

Tego dnia, pogoda niestety nas nie rozpieściła. Gdy jadąc w stronę parku przekroczyliśmy tunel Sveti Roc (wspominałem o nim na początku) pogoda zmieniła się diametralnie. Zrobiło się szaro, buro i ponuro. Zaczął popadywać deszcz. Gdy dojechaliśmy do Plitwic, wręcz lało. Na szczęście Chorwaci są przygotowani na taki obrót spraw, i w sklepie przed głównym wejściem, można było zaopatrzyć się w płaszczyk przeciwdeszczowy za 20 kun.

Poniżej kilka zdjęć z Plitwickich Jezior.

DSC04905

DSC04918

DSC04920

DSC04936

DSC04973

DSC04986

Wybierając się na Plitwice, warto zabrać ze sobą normalne półbuty, które trzymają kostkę. W taką pogodę, jaką mieliśmy, jest na prawdę ślisko. Dodatkowo był dość wysoki poziom wody i czasami chodziło się wręcz po niej, lub po dodatkowo ułożonych drabinach na szlaku 🙂

Po jeziorach, udaliśmy się do hotelu w miejscowości Vrbovec, pod Zagrzebiem. Byliśmy tam tuż przed 20:00.

CHORWACJA – dzień 7 i 8 – Zagrzeb i powrót.

Na ostatni dzień pobytu w Chorwacji, mieliśmy zaplanowane zwiedzanie stolicy kraju, czyli Zagrzebia. Miasto te, często jest pomijane przez organizatorów wycieczek po Chorwacji. Moim skromnym zdaniem, błąd. Jest to miejsce, które z pewnością warto odwiedzić. Nie powiem, sam zastanawiałem się po co w programie Zagrzeb. Na szczęście, miasto potrafiło pozytywnie zaskoczyć. Nie tylko mnie 🙂

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od cmentarza Mirogoj, który uważany jest za jeden z najpiękniejszych cmentarzy w Europie (jeśli takie miejsce można uznać za piękne :p ). Zaprojektowany został w 1876 roku przez Hermana Bolle. Mirogoj, od 1999 roku widnieje na liście UNESCO. Warto wspomnieć, że zabudowania cmentarza są na tyle solidne, że w czasie trzesięnia ziemii, które znacząco zniszczyło miasto, tam nie spadła choćby jedna cegła.

DSC05010

DSC05014

Po chwili spędzonej na cmentarzu, udaliśmy się pod Katedrę Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Katedra stanowi swojego rodzaju symbol miasta. Na przestrzeni wielu lat, była kilkukrotnie przebudowywana. Jeszcze do niedawna sądzili, iż jej wieże mają różną wysokość. Stosunkowo niedawno, po szczegółowych badaniach, wyszło, że są jednakowe 🙂 

DSC05050

 Po zwiedzeniu katedry, udaliśmy się w kierunku historycznej dzielnicy Gradec, przez plac Josipa Jelačicia. Jest to główny plac miasta, położony w samym jego centrum. Otoczony wysokimi, modernistycznymi i secesyjnymi kamienicami. W tym miejscu, wyczuwalny jest metropolitalny duch miasta. Cała masa ludzi biegających w te i na zad 🙂 Z pewnością, spowodowane jest to tym, iż plac ten, jest głównym węzłem komunikacyjnym miasta. Jednym z ważniejszych, a z pewnością bardziej charakterystycznych zabytków dzielnicy Gradec, jest kościół św. Marka. Kościół wybudowany został w XIII wieku, w stylu gotyckim z elementami romańskimi. Do tych charakterystycznych i wyróżniających cech kościoła, trzeba zaliczyć jego pokrycie dachowe. Całość dachu ułożona jest z różnokolorowych, połyskujących dachówek. Na południowym spadzie dachu, zostały ułożone dwa herby (Fot. poniżej). Po prawej stronie mamy herb miasta Zagrzebia, zaś po lewej stronie, herb Trójjedynego Królestwa Chorwacji, Slawonii i Dalmacji, którego od 1868 roku Zagrzeb był stolicą. Wzór na dachu pojawił się w latach 1876–1882, w czasie generalnego remontu. 

DSC05037

Historyczna dzielnica Gradec, położone jest na lekkim wzniesieniu, z którego rozpościera się panoramiczny widok na Zagrzeb. Było to doskonale widać przy wcześniej wstawionym zdjęciu Katedry Zagrzebskiej 🙂 

W Zagrzebiu mieliśmy sporo czasu wolnego, co warto było wykorzystać na zjedzenie jakiegoś solidnego obiadu, gdyż czekała nas długa podróż do Polski. Po posiłku, czas wolny wykorzystałem jeszcze na pobuszowanie na zagrzebskim targowisku 🙂 można było tam kupić praktycznie wszystko: świeże ryby, owoce, warzywa, mięsa i pamiątki. Można też było napić się kawy, w gwarnych kafejkach ulokowanych na pierzejach targowiska 🙂

Tym oto akcentem, zakończył się fantastyczny wyjazd do Chorwacji. Jeśli chodzi o powrót, to odbywa się on analogicznie jak w przypadku jazdy w kierunku, wybranego przez nas kraju 🙂 Jechaliśmy do Opola, oczywiście z odpowiednią ilością przystanków. W Opolu przesiadka do busów odwożących każdego do jego miasta 🙂

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz