SZPINDLEROWY MŁYN 2013

Špindlerův Mlýn znajduje się w Karkonoszach, najwyższych górach Republiki Czeskiej, na terenie Karkonoskiego Parku Narodowego (Krkonošský národní park).  Miejscowość położona jest na wysokości sięgającej około 715 m.n.p.m. Kurort oddalony jest od Pragi o około 150 km. Do granicy z Polską jest dosłownie kilka kilometrów, jednak najkrótszą drogą do chociażby Karpacza, jedzie się około 70 km, a do Szklarskiej Poręby około 35 km.

Skiareál Špindlerův Mlýn jest jedynym pięciogwiazdkowym kurortem narciarskim Czech. Składa się z dwóch osobnych kompleksów narciarskich – Medvědín i Svaty Petr. Na oba kompleksy obowiązuje wspólny karnet, a pomiędzy nimi kursuje darmowy skibus (dla posiadaczy skipassów).  Poniżej zamieszczam mapę z oficjalnej witryny kurortu – http://www.skiareal.cz/. Znajdziecie tam również  kamerki on-line ze stoków, informacje odnośnie warunków pogodowych i warunków na stokach.

mapa-spindl-zima

SZPINDLEROWY MŁYN – dzień 1 – Przyjazd i zapoznanie. 

Jak wspomniałem we wpisie Praga 2013, do Szpindlerowego Młyna wybraliśmy się w styczniu, jadąc przez stolicę Czech. W tym jednym z najpopularniejszych zimowych, czeskich kurortów mieliśmy spędzić 6 dni, a dokładniej w hotelu Aqua Park Špindlerův Mlýn s.r.o. Pobyt w nim wygrała w pracy moja dziewczyna, dla której była to okazja by nauczyć się jazdy na nartach i możliwość polubienia zimy, której szczerze nie znosi! Z Pragi wyruszyliśmy PKSem o 8:25 by dojechać tuż przed 12:00 na miejsce. Przywitała nas piękna słoneczna pogoda, lekki mróz i śnieg po kolana. Do hotelu chcieliśmy dojść pieszo, nie mniej jednak nie wiedzieliśmy, że jest to spory kawał drogi od miejsca gdzie wysiedliśmy z busa i w połowie drogi złapaliśmy taksówkę. W zasadzie to okazało się, że jest on położony praktycznie na samym końcu miasteczka. Po zakwaterowaniu i rozpakowaniu walizek, wybraliśmy się na spacer po okolicy, by się z nią zapoznać. 

Vis-à-vis hotelu, dosłownie po drugiej stronie drogi jest kompleks Medvědín, który połączony jest kolejką z malutką wioską Horní Mísečky. Sam kompleks oferuje zróżnicowane trasy począwszy od niebieskich, skończywszy na czarnej. Znajduje się tu również bardzo długa trasa wiodąca ze szczytu, przez wioskę i las na sam dół, prawie pod nasz hotel. W związku z sąsiedztwem stoków, przy samym hotelu mieliśmy kilka wypożyczalni sprzętu narciarskiego, knajpkę Bernard, czynną do późnego wieczora i kilka barów szybkiej obsługi dla narciarzy. 

Do centrum miejscowości idzie się mniej więcej 15 minut, można iść wzdłuż ulicy, lecz niestety pobocze jest bardzo wąskie a chodnik zaczyna się dopiero bliżej centrum, lub iść deptakiem wzdłuż rzeczki w czymś, przypominającym park. 

DSC02912

Sama miejscowość jest niewielka, mieszka tu około 1400 mieszkańców, jest kilka barów, restauracji i sklepików, w których można kupić najpotrzebniejsze produkty. Wieczorem, no cóż, prawdę powiedziawszy wiele się tutaj nie dzieje. Jak na ilość turystów to miejsc w knajpkach jest mało i podejrzewam, że w szczycie sezonu np. gdy u nas w kraju zaczynają się ferie, to może być problem aby gdzieś wyjść wieczorem.

Na wieczór wykupiliśmy sobie nocny zjazd sankami (Sankarska Draha). Trasa ma długość 3 kilometrów i kilkukrotnie przecina drogę. Zabawa jest na prawdę przednia, gdy się ściemniło, przyjechał po nas pod hotel autobus, który wywiózł nas wyżej w góry. Na miejscu czekały na nas sanki, i nie pozostało nam nic innego jak śmigać w dół. Trasa była świetnie przygotowana, miejsca gdzie była ona przecinana drogą, były dobrze zabezpieczone. Koszt takiej zabawy to 240 CZK. 

SZPINDLEROWY MŁYN – dzień 2 i 3 – Nauka i Medvědín. 

Drugiego dnia zaraz po śniadaniu, poszliśmy do pobliskiej wypożyczalni po sprzęt dla nas. Po odpowiednich przymiarkach, dobraliśmy coś dla siebie. Tego dnia niestety pogoda nie rozpieszczała, było mroźno i pochmurno. Na najbliższe dwa dni plan był jeden – nauczyć moją dziewczyną szusowania na nartach! Idealnym miejscem do nauki, okazał się stok Harmony, który swą nazwę zawdzięcza hotelowi, który stoi obok. Stok wchodzi w skład kompleksu Medvědín, nie mniej jednak, musieliśmy do niego podjechać taksówką, gdyż inaczej wiązałoby się to z koniecznością wjazdu na sam szczyt Medvědína i zjazdu do Harmony, co dla osoby, która stawia swoje pierwsze kroki na stoku były raczej niewykonalne. Stok Harmony to tak zwana ośla łączka, mająca około 250 metrów długości, o bardzo małym stopniu nachylenia. Na górę prowadzi wyrwirączka, czyli orczyk.

DSC02932

DSC02917

Powyżej dwa zdjęcia stoku Harmony. W tle drugiej fotografii widać kompleks Svaty Petr. Jak widać, pogoda nie była najlepsza.

Pierwszy dzień nauki mojej drugiej połówki upłynął pod znakiem upadków. Na szczęście pod koniec dnia, udało się zaliczyć kilka ładnych zjazdów, stąd też zdecydowaliśmy się zjechać pod hotel niebieską trasą, która biegnie wokół góry od samego szczytu aż do hotelu, w którym mieszkaliśmy.

Drugiego dnia również wybraliśmy się na Harmony, by sprawdzić czy nauka dnia wcześniejszego nie poszła na marne. Pogoda praktycznie taka sama jak dnia poprzedniego. Co najważniejsze zjazd po zjeździe, Karolinie szło coraz lepiej. Z uwagi na fakt, iż ośla łączka powoli zaczynała ją nudzić (lepiej nie mówić co ja myślałem jeżdżąc po niej), postanowiliśmy zjechać na dół do stacji gondoli, do której wiodła trasa, którą dzień wcześniej wracaliśmy do hotelu. Na Medvědínie jest sporo tras, w sam raz dla osób, które dopiero co opanowały sztukę jazdy na nartach. Co najważniejsze, pomagają w złapaniu tzw. bakcyla, ponieważ ich otoczenie nie jest monotonne, nie zjeżdża się przez cały dzień, ciągle tą samą króciutką trasą, zmieniają się krajobrazy wkoło. Poniżej kilka fotografii z Medvědína.

DSC03002

DSC03023

DSC03050

DSC03069

Jazdy zwieńczyliśmy pod dolną stacją Medvědína, rozkoszując się smażonym serem (koniecznie trzeba spróbować! To czeski, górski przysmak, który jest o niebo lepszy niż, to co robią u nas, jeśli w ogóle na takowy natrafimy!) i piwem. Ogólnie jeśli chodzi o infrastrukturę przy stacji, to jest cała masa knajpek, gdzie można zjeść coś na szybko, napić się piwa, lub czegoś gorącego. Jest też dość obszerny parking.

Ten dzień, jak i poprzedni, zwieńczyliśmy relaksem na basenie.

SZPINDLEROWY MŁYN – dzień 4 – Svety Petr.

Tego dnia zdecydowaliśmy się pojechać skibusem pod kompleks narciarski Svety Petr, który znajduje się po drugiej stronie miasteczka. Busikiem jechaliśmy krótko, około kilkunastu minut z kilkoma przystankami. To tutaj znajduje się najdłuższa trasa Turistická, mająca długość 2,7 km. Dla bardziej zaawansowanych jest również czarna, oficjalna trasa FIS.

Pogoda trafiła nam się znacznie lepsza, niż w czasie poprzednich dni. W szczególności w górnych partiach gór. Na dowód zdjęcie z górnej stacji.

DSC03091

Sam Svety Petr daje możliwości by się najeździć, trasy są różnorodne, przepustowość wyciągów nie powoduje zbyt dużych kolejek co też jest ważne. Niżej prezentuję kilka zdjęć z tras tego kompleksu.

DSC03089

DSC03098

DSC03102

Pod koniec dnia pojechaliśmy na Medvědín, by jeszcze kilka razy tam zjechać. To miał być nasz ostatni dzień na nartach podczas tego wyjazdu, więc chcieliśmy wykorzystać go w pełniej mierze. Po zakończeniu szusowania, odnieśliśmy sprzęt do wypożyczalni, poszliśmy na basen i wróciliśmy do hotelu rozplanować nasz przedostatni dzień w Szpindlu.

SZPINDLEROWY MŁYN – dzień 5 i 6 – drobne rozrywki i wyjazd.

Przedostatniego dnia naszego pobytu, wybraliśmy się ponownie na tor saneczkowy. tym razem za dnia. Jedno jest pewne – zabawa jest niesamowita, co podkreślałem pisząc o pierwszym zjeździe nocą. Nie mniej jednak zdecydowanie ciekawiej jedzie się nocą, może nie można podziwiać zbyt wielu widoków, w zasadzie poza samą trasą mało co widać, ale jednak emocje są zdecydowanie większe.

DSC03171

Trasa może wydać się z oparciu o powyższą fotografię niezbyt stroma, ale wbrew pozorom można tam rozwinąć naprawdę dużą szybkość. Polecam tą zabawę każdemu, zarówno rodzinom z dziećmi jak i młodzieży tej starszej i młodszej.

Po sankach, udaliśmy pozjeżdżać na oponach. Tor, na którym można w ten sposób spędzić trochę czasu znajduje się nieopodal stoku Harmony.

W zasadzie po tych kilku chwilach dziecięcej rozrywki, udaliśmy się na ostatni spacer po mieście, na ostatnie zakupy i wróciliśmy się spakować, gdyż około 12:00 dnia następnego, mieliśmy już PKS powrotny do Pragi, skąd ruszaliśmy busem do Warszawy.

Słowem podsumowania: Szpindlerowy Młyn jest niedużą, spokojną, górską miejscowością, w której ciężko szukać wielu wieczornych rozrywek. Niewątpliwie miasteczko ma swój urok, jest pięknie położone  i oferuje spory wybór tras zjazdowych, zarówno dla osób, które chcą dopiero rozpocząć swoją przygodę z nartami jak i dla tych bardziej doświadczonych. Aqua Park Špindlerův Mlýn s.r.o. jest chyba jedną z najlepszych ofert dla rodzin z dziećmi. Przede wszystkim ze względu na swój mini aqua park, który dzięki zjeżdżalni i rwącej rzecze przypadnie do gustu najmłodszym uczestnikom wyjazdów. Kuchnia w hotelu (byliśmy na śniadaniach i obiadokolacjach) również była bardzo dobra, było z czego wybrać i raczej nikt nie powinien mieć powodów by na ten aspekt narzekać.

Po więcej górskich widoków zapraszam do Galerii.

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "SZPINDLEROWY MŁYN 2013"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
wpDiscuz